Transparentność cyberranking.pl zarabia na prowizjach od producentów (model afiliacyjny). Nie wpływa to na treść tego poradnika ani na to, które narzędzia polecam. PimEyes nie jest naszym partnerem i go nie polecamy. Więcej na stronie O nas.

W skrócie: PimEyes to wyszukiwarka, która porównuje rysy twarzy ze zdjęciami zebranymi z publicznych stron. Zwykłe wyszukiwanie po zdjęciu, na przykład w TinEye, szuka kopii tego samego obrazu, a wyszukiwarka twarzy znajdzie cię na zupełnie innych zdjęciach. Z PimEyes możesz się wypisać darmowym formularzem, ale ukrywa on cię tylko w jej wynikach - zdjęcia zostają na stronach źródłowych. Te usuniesz prośbą do właściciela strony, bo na rozpowszechnianie wizerunku potrzebna jest twoja zgoda (art. 81 prawa autorskiego), albo żądaniem z art. 17 RODO. Najgroźniejsze jest połączenie zdjęcia z danymi u brokerów, którzy dokładają adres i telefon. Tę część możesz zrobić sam albo zlecić usłudze takiej jak Incogni.

Dłoń trzyma telefon, na ekranie zdjęcie grupy znajomych w lesie

Czym jest wyszukiwanie po twarzy?

Zwykłe wyszukiwanie po zdjęciu, jak w TinEye, porównuje cały obraz i znajduje jego kopie: to samo zdjęcie na innej stronie, przycięte albo pomniejszone. TinEye nie próbuje rozpoznać, kto jest na zdjęciu. Jeśli wrzucisz swoje zdjęcie z wakacji, dowiesz się, gdzie ktoś je skopiował, ale nie znajdziesz innych swoich zdjęć.

Wyszukiwarka twarzy działa inaczej. Zamienia twarz w zestaw cech, na przykład odległości i kształty, i szuka tej samej twarzy na innych zdjęciach: w innym ujęciu, kilka lat młodszej, w tłumie na zdjęciu z konferencji. Dlatego jest dużo skuteczniejsza w ustalaniu, kim ktoś jest.

Najbardziej znana taka usługa to PimEyes. W 2023 roku firma podawała, że ma w bazie blisko 3 miliardy twarzy i obsługuje około 118 tysięcy wyszukiwań dziennie. Wyszukać może każdy, za darmo widać podgląd wyników, a adresy stron, na których są zdjęcia, pokazuje dopiero płatny abonament.

Polski ślad

PimEyes powstał w 2017 roku we Wrocławiu. Stworzyli go absolwenci Politechniki Wrocławskiej. W 2020 roku marka przeszła do spółki zarejestrowanej na Seszelach, a od grudnia 2021 roku należy do firmy z Dubaju, której prezesem jest gruziński wykładowca prawa Giorgi Gobronidze.

Dlaczego to zagrożenie?

Samo zdjęcie mówi niewiele. Groźne jest to, dokąd prowadzi. Ktoś robi ci zdjęcie w tramwaju albo bierze je z twojego profilu. Wyszukiwarka twarzy znajduje cię na stronie firmy, klubu sportowego albo w lokalnym artykule, a tam zwykle jest imię, nazwisko i miejsce pracy. Z imieniem i miastem broker danych albo wyszukiwarka osób dokłada adres i numer telefonu.

Jak jedno zdjęcie prowadzi do adresu w 4 krokach: zdjęcie twarzy, wyszukiwarka twarzy znajduje cię na innych zdjęciach, strona z tym zdjęciem podaje imię i nazwisko, brokerzy danych dokładają adres i telefon

Dlatego organizacje zajmujące się prywatnością nie zostawiają na PimEyes suchej nitki. Brytyjska Big Brother Watch złożyła na nią skargę do tamtejszego urzędu ochrony danych i nazwała ją narzędziem do inwigilacji i nękania na niespotykaną wcześniej skalę. W grudniu 2022 roku urząd ochrony danych niemieckiego landu Badenia-Wirtembergia wszczął wobec PimEyes postępowanie w sprawie kary. Zarzut: przetwarzanie danych biometrycznych bez podstawy prawnej z art. 9 RODO. Nie znalazłem informacji, jak to postępowanie się zakończyło.

Od października 2023 roku PimEyes blokuje wyszukiwanie twarzy dzieci. Firma sama przyznała jednak, że jej system nie zawsze poprawnie rozpoznaje wiek, szczególnie u nastolatków. Na tej blokadzie nie warto polegać.

uwaga ▸ sprawdzaj tylko siebie
Sprawdzaj tylko siebie Twarz to dana biometryczna, czyli szczególna kategoria danych w RODO. Wyszukiwanie cudzej twarzy bez wiedzy tej osoby to wkraczanie w jej prywatność, nawet jeśli robisz to z ciekawości. Ten poradnik dotyczy sprawdzania i ochrony własnych zdjęć.

Jak sprawdzić, gdzie są twoje zdjęcia?

Zacznij od darmowych narzędzi, które nie wymagają wysyłania twarzy do wyszukiwarki twarzy. W większości przypadków to wystarczy.

  1. Poszukaj kopii swoich zdjęć. Wgraj do TinEye i Google Lens zdjęcia, których używasz najczęściej, zwłaszcza profilowe. Znajdziesz strony, które je skopiowały, także fałszywe konta podszywające się pod ciebie.
  2. Wpisz swoje imię i nazwisko w Google i przełącz na Grafikę. Zobaczysz zdjęcia podpisane twoim nazwiskiem. Dodaj miasto albo nazwę pracodawcy, jeśli nazwisko jest popularne.
  3. Zobacz swoje profile oczami obcego. Otwórz je w trybie incognito, bez logowania. Wszystko, co widzisz, widzi też każda wyszukiwarka twarzy.
  4. Wyszukiwarka twarzy tylko wtedy, gdy musisz. Darmowy podgląd w PimEyes pokaże, czy twoja twarz jest w bazie. Pamiętaj, że wysyłasz tam swoje zdjęcie, a firma budzi zastrzeżenia organów ochrony danych.
Zapisuj adresy Każdą stronę ze swoim zdjęciem zapisz w notatce razem z datą. Przydadzą się, gdy będziesz prosić o usunięcie, a jeśli strona nie zareaguje, także przy skardze do UODO.

Jak usunąć swoje zdjęcia z internetu?

Każda metoda przecina inny fragment łańcucha. Żadna nie załatwia wszystkiego naraz:

MetodaCo usuwaCzego nie usuwaKoszt
Prośba do właściciela stronyZdjęcie u źródłaKopie, które ktoś zdążył zapisać na innych stronachZa darmo
Zgłoszenie w serwisie społecznościowymZdjęcie z profilu albo postaZdjęcie skopiowane poza serwisZa darmo
Zgłoszenie w GoogleStary wynik w wyszukiwarce, gdy strona już usunęła zdjęcieSamo zdjęcie na stronieZa darmo
Formularz opt-out w PimEyesTwoją twarz w wynikach PimEyesZdjęcia na stronach i w innych wyszukiwarkach twarzyZa darmo, wymaga dokumentu tożsamości
IncogniProfile u brokerów danych, czyli adres i telefonZdjęcia i wyniki wyszukiwarek twarzyPłatne, cena u producenta

U źródła: poproś właściciela strony

To jedyny sposób, żeby zdjęcie naprawdę zniknęło. Masz po swojej stronie dwa przepisy. Pierwszy to art. 81 ustawy o prawie autorskim: rozpowszechnianie wizerunku wymaga zgody osoby, która jest na zdjęciu. Wyjątki dotyczą osób powszechnie znanych sfotografowanych w związku z ich funkcją publiczną, osób będących tylko szczegółem większej całości, na przykład tłumu na koncercie, oraz osób, które dostały zapłatę za pozowanie. Drugi to art. 17 RODO, czyli prawo do usunięcia danych osobowych, a zdjęcie twarzy jest daną osobową.

Napisz do właściciela strony albo do inspektora ochrony danych, wskaż adres zdjęcia i powołaj się na oba przepisy. W mediach społecznościowych użyj zgłoszenia naruszenia prywatności, które ma każdy duży serwis.

Z wyników Google

Gdy zdjęcie zniknie ze strony, a Google dalej pokazuje jego starą wersję, zgłoś nieaktualną treść. Jak to zrobić i jak usuwać z wyników dane kontaktowe, opisuję w poradniku jak usunąć swoje dane z internetu. Kolejność jest ważna: najpierw źródło, potem Google, inaczej wynik wróci.

Nie jesteś w tym sam. Polacy coraz częściej proszą Google o usunięcie wyników na podstawie prawa do bycia zapomnianym:

13,8 tys.
wniosków z Polski w 2024 roku
24,2 tys.
wniosków z Polski w 2025 roku, ponad 75% więcej
co drugi
wniosek Google rozpatruje pozytywnie

Źródło: raport przejrzystości Google za 2025 rok, dane opisane przez Rzeczpospolitą. Wnioski dotyczą wszystkich rodzajów treści, nie tylko zdjęć.

Z PimEyes

PimEyes ma darmowy formularz wypisania się (opt-out). Trzeba wgrać wyraźne zdjęcie twarzy i dokument tożsamości. Ten formularz ukrywa twoją twarz tylko w wynikach PimEyes. Zdjęcia zostają na stronach, z których pochodzą, a inne wyszukiwarki twarzy dalej mogą je znaleźć.

PimEyes sprzedaje też płatną usługę, która wysyła w twoim imieniu wezwania do stron ze zdjęciami. Nie polecam płacić za to firmie, która ten problem stworzyła. Te same prośby wyślesz sam za darmo, korzystając z poprzedniego kroku.

Gdy nikt nie reaguje

Administrator ma miesiąc na odpowiedź na żądanie z RODO. Jeśli milczy albo odmawia bez powodu, złóż skargę do Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Przy naruszeniu wizerunku możesz też dochodzić swoich praw w sądzie cywilnym.

Przerwij łańcuch: twoje dane u brokerów

Nawet jeśli któreś zdjęcie zostanie w sieci, bez adresu i numeru telefonu obca osoba niewiele z nim zrobi. Ten ostatni krok łańcucha najłatwiej przerwać, bo brokerzy danych podlegają RODO i muszą usunąć twój profil na żądanie. Kłopot w tym, że brokerów są setki, a profile wracają, więc żądania trzeba ponawiać.

Możesz to zrobić ręcznie albo zlecić usłudze, która robi to w tle. Uczciwie: Incogni nie usuwa zdjęć ani wyników z wyszukiwarek twarzy. Usuwa twój profil u brokerów danych i w wyszukiwarkach osób, czyli źródło adresu i telefonu. W droższym planie możesz zgłaszać też własne adresy stron, ale media społecznościowe, fora, blogi i serwisy informacyjne się do tego nie kwalifikują. Więcej w recenzji Incogni.

Incogni

Usuwanie danych u brokerów

Wysyła w twoim imieniu żądania usunięcia danych do setek brokerów i wyszukiwarek osób, na podstawie RODO i podobnych przepisów. Ponawia je co kilka miesięcy i pokazuje w panelu, kto już usunął twój profil. Nie usuwa zdjęć z mediów społecznościowych ani z wyszukiwarek twarzy. Aktualną cenę sprawdzisz u producenta.

Sprawdź Incogni

Link partnerski - zarabiamy prowizję bez dodatkowego kosztu dla Ciebie.

Jak ograniczyć nowe zdjęcia w sieci?

Usuwanie zawsze jest trudniejsze niż niepublikowanie. Kilka nawyków, które zmniejszają, ile twarzy zostawiasz w internecie:

Kolejność działań Najpierw sprawdź, gdzie są twoje zdjęcia, potem poproś o ich usunięcie u źródła, następnie wypisz się z PimEyes i usuń dane u brokerów. Na koniec ustaw profile tak, żeby nowe zdjęcia nie trafiały do sieci publicznie.

Najczęstsze pytania o wyszukiwanie po twarzy

PimEyes to wyszukiwarka twarzy. Po wgraniu zdjęcia porównuje rysy twarzy ze zdjęciami zebranymi z publicznych stron i pokazuje, gdzie w sieci pojawia się ta sama osoba, także na zupełnie innych zdjęciach. Powstała w 2017 roku we Wrocławiu, dziś należy do firmy z Dubaju. Podgląd wyników jest darmowy, adresy stron widać dopiero w płatnym abonamencie.

PimEyes działa i jest dostępny w Polsce, ale budzi poważne zastrzeżenia organów ochrony danych. W grudniu 2022 roku urząd ochrony danych niemieckiego landu Badenia-Wirtembergia wszczął wobec PimEyes postępowanie w sprawie kary, zarzucając przetwarzanie danych biometrycznych bez podstawy prawnej z art. 9 RODO. Brytyjska organizacja Big Brother Watch złożyła na PimEyes skargę do tamtejszego urzędu ochrony danych. Ostateczna ocena należy do organów, ale wyszukiwanie cudzej twarzy bez zgody tej osoby to przetwarzanie jej danych biometrycznych.

PimEyes ma darmowy formularz wypisania się (opt-out). Trzeba wgrać wyraźne zdjęcie twarzy i dokument tożsamości. Formularz ukrywa twoją twarz tylko w wynikach PimEyes - zdjęcia zostają na stronach, z których pochodzą. Żeby zniknęły z sieci, trzeba je usunąć u źródła, czyli poprosić o to właściciela strony.

Co do zasady nie. Według art. 81 ustawy o prawie autorskim rozpowszechnianie wizerunku wymaga zgody osoby, która jest na zdjęciu. Wyjątki: osoba powszechnie znana, jeśli zdjęcie zrobiono w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, osoba, która jest tylko szczegółem większej całości, na przykład zgromadzenia, krajobrazu albo imprezy publicznej, oraz osoba, która dostała zapłatę za pozowanie i wtedy nie zastrzegła sprzeciwu. Do tego dochodzi RODO, które pozwala żądać usunięcia danych osobowych, w tym zdjęć.

Tak, i właśnie dlatego warto chronić swoje zdjęcia. Wyszukiwarki twarzy, takie jak PimEyes, znajdują tę samą osobę na innych zdjęciach, a strony z tymi zdjęciami często podają imię, nazwisko i miejsce pracy. Zwykłe wyszukiwanie po zdjęciu, na przykład w TinEye, szuka tylko kopii tego samego obrazu. Ten poradnik pokazuje, jak sprawdzić siebie i ograniczyć, ile da się o tobie znaleźć, a nie jak szukać innych.

Materiał handlowy. Linki „Sprawdź" to linki afiliacyjne - jeśli zdecydujesz się na zakup przez taki link, cyberranking.pl otrzymuje prowizję od sprzedawcy. Dla Ciebie cena jest taka sama. Nie wpływa to na nasze oceny ani rekomendacje - stosujemy tę samą metodologię niezależnie od relacji handlowych.